Czarna owca

Czyli osoba, która nie spełnia danych oczekiwań, zwykle rodziny, ale też najbliższego otoczenia (szkoła, rówieśnicy…).

Hmm… mam jakieś 20 lat (dobra, 19. We wrześniu będą równo dwie dyszki), więc już kawałek życia za sobą. Według niektórych może mały, ale dla mnie jest to niezły wynik.

Wiem, wiem, zaraz się pewnie odezwie jakiś stary wyga, który powie, że jestem jeszcze młoda i mam mleko pod nosem. Wiecie co? Mam to gdzieś. Dla mnie 20 lat to spory kawał czasu. Nie tak spory, jak 40, 60, 80, 100 lat, ale jednak.

W związku z tym, że mam tyle lat i z czasem nie młodnieję, podnosi się coraz więcej głosów z najbliższego otoczenia typu:

Jesteś na studiach? A masz jakiegoś narzeczonego? Pracę? Praktykę? Pewnie masz dużo kolegów? Na ścisłym kierunku, to pewnie zapiernicz niezły? Co chcesz w życiu robić?

Itd. Itd. Itd.

Wtedy w takich momentach, które zdarzają się, gdy tylko przyjadę do domu na weekend, mam ochotę huknąć:

ZAMKNIJCIE SIĘ I ZAJMIJCIE WŁASNYM ŻYCIEM!

Ludzie, poważnie, kochana rodzinka i znajomi rodzinki nie mają lepszych rzeczy do roboty, niż gadać o mnie? Albo ogólnie o swoich dzieciach, jakby było to jakieś przedłużenie swojego ego? Na weekend raz, czy dwa na ruski rok (Sheffield leży trzy godziny jazdy pociągiem od mojego “rodzinnego” miasta w Anglii, bilety też swoje kosztują), przyjeżdżam by sobie odpocząć od studiów, a tymczasem po weekendzie w domu wracam do “Steel City” jak na skrzydłach i mam kaca gorszego, niż po pamiętnej imprezie na początku roku, chociaż nic nie piłam!

Nie, nie mam żadnego “narzeczonego”. Nie, nie mam pracy, ani praktyki, ani stażu, ani chuj wie co jeszcze. Ciągle szukam. Nie, nie mam dobrych ocen. Wręcz zawaliłam rok i mam cztery poprawki. Trzy na w sumie 7000 słów i jeden test. Shit happens. Nie, nie jestem popularna. Krążą o mnie co prawda przeróżniaste legendy na roku, lektorom się śnię w najgorszych koszmarach, na dźwięk mojego imienia jedna z nich łyka Valium, a na kursie wszyscy kojarzą mój czerwony łeb, ale mam raczej wąskie grono towarzyskie. Nie, że nie lubię ludzi, ale jestem introwertykiem – lubię własne towarzystwo i spokój. Nie mam też bladego pojęcia, co chcę w życiu robić.

Tak samo z jedzeniem. Od przyjazdu na studia zmieniłam nieco nawyki żywieniowe. Wbrew stereotypom, w tą dobrą stronę. Więcej owoców, warzyw i nasion, mniej mięsa. Głównie ze względów ekonomicznych, ale też dlatego, że po prostu lubię “roślinki”, a mięso stosuję teraz raczej jako dodatek, niż składnik główny. Owocowe smoothie z rana lepszym zastrzykiem energii, niż kawa! Znowu, współlokatorzy czasami strzelają na mnie oczami, gdy zamiast trzeciego w tygodniu jedzenia na wynos, robię pieczone ziemniaki z guacamole, czy inne cuda. Z tym, że później, nie ja narzekam na brak kasy na koncie, czy problemy natury układu pokarmowego. Sylwetka też jakaś szczuplejsza dzięki temu…

Nie lubię też Świąt. Przynajmniej nie przepadam. Nerwica mnie trafia, gdy widzę na Facebooku niektórych znajomych, którzy udostępniają memy typu “Jeszcze X tygodni do Gwiazdki!”. LUDZIE! DOPIERO CZERWIEC! Sama z resztą, gdybym została postawiona przed wyborem “Wigilia z rodzinką, czy samotny wyjazd w góry na snowboard”, wybrałabym snowboard, spakowała w pięć minut i poleciała, jak na skrzydłach. No co? Rodzina mnie miała na Święta przez ostatnie 19 lat z rzędu i zawsze jest tak samo bez względu na lokalizację! Trochę odmiany! Niech dadzą zatęsknić za wspólnymi Świętami, a nie dziwić się, że im jestem starsza, tym mniej chętna do zasiadania przy wspólnym stole! W ogóle, coś od kilku lat i prostu nie czuję Świąt. Jakichkolwiek. Gdyby nie informacje w radio, TV, czy gazetach i tematyczne produkty w sklepach, uznawałabym je za normalny dzień.

Zaczynam nawet miewać wyrzuty sumienia. Nie dlatego, że nie lubię Świąt, ale dlatego, że robię coś wbrew sobie, bo “tak wypada/rodzina mnie wydziedziczy”. Toleruję wypominanie mi, że jestem “jakaś dziwna” podczas różnych okazji, wścibskie pytania o moje życie i komentarze o tym, jak się ubrałam, tylko dlatego, że nie jestem jeszcze w 100% niezależna finansowo. Gdyby nie to, rodzinka by mnie nie zobaczyła przez co najmniej następny rok, albo wygarnęłabym to i owo, i wyszła z hukiem. Tak po prostu, bo mam taki kaprys i czuję, że coś się we mnie kotłuje, gdy po raz tysięczny słyszę “Masz jakiegoś kawalera?”

Oto ja, czarna owca.

Advertisements

6 thoughts on “Czarna owca

  1. Tak chyba ma większość rodzin. Ogólnie ludzie żyją prostymi schematami i dla nich życie opiera się na gadaniu o tych, którzy prostego życia nie prowadzą. Bo to jest ciekawe. “Bo pani X w wieky Y lat miała już męża i Z dzieci”. Odpowiedź się wtedy ciśnie na usta ” ale ja nie jestem pani X”. I zaczyna się zwarcie w trybikach, bo ktoś się z systemu wyłamuje. Miałem to samo, ale wychowałem sobie rodzinę terapią szokową i mam spokój. Póki co. 😉

    Liked by 2 people

    • “Zwarcie w trybikach” – lepiej bym tego nie ujęła 🙂
      Ja też będę musiała zrobić terapię szokową rodzince. Lepiej prędzej, niż później, ale jednak jest taki głosik z tyłu głowy, który mówi, że jeszcze nie teraz, bo sytuacja finansowa na przykład.

      Liked by 1 person

  2. Na liczniku niewiele mniej niż Ty – trochę się znam, więc trochę się wypowiem. Tego wszystkiego nie nazwałabym przedłużeniem ego, a wypełnianiem luk w nim. W końcu co to za dziecko, które ma własne życie i nie można się nim pochwalić?
    Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że chociaż do mądrzejszych i zewszystkimsobieradzących córeczek koleżanek nie jesteś porównywana. 😉

    Liked by 1 person

    • Do córek koleżanek już nie tak bardzo, bo córki koleżanek tych z Anglii jeszcze z podstawówki nie wyszły, ale porównywanie do kuzynek chociaż sporadyczne, to nadal żywe. Samych kuzynek za to nie winię, kocham je jak siostry, ale większość pokolenia 30+ z mojej rodzinki doprowadza mnie do szewskiej pasji :p

      Liked by 1 person

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s