Szkoła – three years after

Wiecie, co? Ciekawe jest to, jak życie potrafi się potoczyć w trzy lata po skończeniu szkoły. Przynajmniej tej obowiązkowej. W związku z tym, że mieszkam w Anglii, i edukację obowiązkową mam za sobą od czerwca 2013 roku, mam prawo też tak twierdzić.

Schodząc z tematu, dziękuję za to sile wyższej, bo nie wiem, jakbym wyrobiła przez dodatkowe dwa lata, jak w Polsce, w klasie typowej dla szkół publicznych – duża klasa, dużo hałasu – prowadzonej przez nauczyciela, który ma tą klasę za gówniarzy, chociaż w świetle prawa mogą juz robić prawo jazdy, czy głosować!

Do tematu wracając, opowiem wam o pewnych kolegach z mojej szkoły zarówno w Anglii, jak i w Polsce. Na pierwszy ogień, kraj rodziny królewskiej.

Otóż, ci koledzy byli typowymi rozrabiakami. I to tego sortu, który co chwila ma zawiasy w prawach ucznia. Gdy byli w szkole, a raczej bywali, potrafili rozwalić dosłownie klasę, zastraszyć słabszych, w tym mnie, i inne machlojki. Uważali się za zajebistych, bo mieli grupę raperską i chcieli być jak 50 Cent. W sensie panienki, dragi, alkohol, imprezy itd. Nawet byli nieźli, wbrew wieśniackiemu akcentowi typowego dla angielskiego dresiarstwa, muszę przyznać. Fajnie tylko, że tak kozaczyli, że w końcu poszli siedzieć za posiadanie narkotyków klasy A wartych sześć tysięcy funtów i pobicie nieletniego. Cała piątka dostała po siedem lat za kratkami. Ciekawe, jak teraz kozaczą wśród poważnych kryminalistów, którzy pewnie są dwa razy tacy, jak oni.

Miałam też koleżankę w ławce na angielskim. Hipokrytka. Mi mówiła, bym się nie odwracała i się uczyła, a sama się odwracała ciągle, jakby miała jakiś kurcz szyi. Bym nie gadała, a sama gadała z typem z ławki za nami. Wkurzająca osoba. Wbrew temu, co sobie być może wyobrażacie, nie była tlenioną blodyną z centrymetrową tapetą na twarzy, tylko zwyczajną okularnicą, jak ja. Uważała się za najmądrzejszą, twierdziła, że zostanie lekarzem, czy innym prawnikiem… A oblała wszystkie egzaminy z góry na dół. Jej najwyższą oceną była D (w Anglii są oceny od najwyższej A*, A, B, C, D, E, F, G i U. Od D i niżej, nie zdaje się egzaminu i trzeba powtarzać) i przyjęli ją jedynie na fryzjerstwo. Nie dyskryminuję zawodu fryzjerki, w żadnym wypadku! Sęk w tym, że skakała wyżej niż – sami dokończcie – a mi wróżyła, że jeśli nie będę zakuwać, to obleję i nigdzie w życiu nie dojdę. Fajnie tylko, że z wybiórczym podejściem do nauki moją najniższą oceną na maturze jest C, co oznacza, że zdałam śpiewająco. Jedynie angielski nieco zawaliłam – brakowało mi dwóch punktów do C, ale poprawiłam to w następnym roku w college.

Ocenami ze szkoły średniej i tak mogę się obecnie podetrzeć, ale to temat na inny wpis.

Co do Kraju nad Wisłą, też było w nim nieco “okazów”. Ze znajomymi z Polski nie mam już kontaktu. Każdy poszedł swoją drogą, a droga niektórych nie pasuje mi, tak samo, jak moja droga nie pasuje komuś. Każdy żyje swoim życiem, ma innych znajomych, niż w podstawówce – trudno, życie.

Mimo tego, że w Polsce znałam naprawdę różnych ludzi, to szczególnie w pamięci zapadła mi jedna dziewczyna z sąsiedztwa.

Była/jest rok starsza ode mnie. Jak patrzę na nią z perspektywy czasu, to manipulantka i kłamczucha, która nie potrafi się przyznać przed samą sobą, że coś zawaliła, tylko szuka winy w innych. Już od małego. Podobnie, jak koleżanka z ławki w Anglii na angielskim, wyżej skakała, niz… Kiedy się dowiedziała, że wyjechałam za granicę, to z tego, co mówiła mi moja kuzynka, która mieszka nadal w naszym rodzinnym mieście w Polsce, w okolicy “mojego podwórka”, ta koleżanka najgłośniej krzyczała i robiła zakłady, że pewnie zajdę “w tej Anglii” w niechcianą ciążę, a ona będzie nie wiadomo kim za X lat. Hmm…. Ciekawe jest to, że ten zakład przegrała. To ona zaszła w niechcianą ciążę w wieku 16, czy 17 lat, ponoć siedzi na zasiłku w mieszkaniu, które dostała od państwa, z toksycznym facetem. Nie twierdzę, że fakt, że studiuję, daje mi jakiś tam status, ale sądzę, że życie jednak idzie mi nieco lepiej, niż jej. I oby tak dalej, oby ciągle było lepiej. Pomału, ale do przodu.

Jaki wniosek z tego wpisu? Wnioski pozostawię dla Was. Jednak dla mnie te wszystkie osoby stanowią jakiś tam wzór, lekcję, że czasami jednak lepiej trzymać dziub na kłódkę, bo nie wiadomo, czy Twoje życie nie potoczy się zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażasz. Tak samo, jak lepiej zostawić słabszych, czy “dziwaków” w spokoju – nigdy nie wiesz, czy ich życie przypadkiem się nie potoczy w tą stronę, którą to ty chciałeś obrać. Taki paradoks – skoro sam nie jesteś dobrym człowiekiem, to twoje marzenia spełni ktoś inny. I to ten ktoś, po którym w życiu byś się tego nie spodziewał. To chyba się nazywa karma?

Advertisements

One thought on “Szkoła – three years after

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s