Pierwszy rok za pasem

Właśnie dostałam powiadomienie od wordpress, że założyłam bloga dokładnie rok temu. Shit, jak ten czas leci!

Mimo tego, że rok minął już jak z bicza strzelił, nie będę tu prawić motywacyjnych gadek o tym, ile się zmieniło, ani o wielkich planach co do bloga. Prawda jest taka, że nie wiem, co zrobić z tym fantem zwanym angielskapolka.wordpress.com. Studia za pasem, czwartego maja mam ostatni egzamin, dlatego ostatnio tak cicho i na blogu, i na fanpage, a później poprawki. Cóż, zawaliłam pierwszy semestr, więc teraz pokuta. Nie pozbędą się mnie tak łatwo z uczelni, oj nie! Lektorzy przecierpią ze mną jeszcze dobre dwa lata conajmniej i nie ma zmiłuj!

Z drugiej strony, tak co do studiów, niedawno oglądałam “Legalną blondynkę”. Wiecie, blondi studiująca najpierw modę, która wybiera się na prawo. Na początku jest taką czarną owcą na zajęciach, a w końcu kończy studia z wyróżnieniem, pracą, narzeczonym i dobrymi przyjaciółmi. Pomyślałam sobie wtedy “kurde, normalnie ja!”.

Dlaczego? Co mogę mieć wspólnego z kultową postacią, jaką na pewno jest blondowłosa Elle Woods?

Wbrew pozorom, całkiem sporo. Pierwszy semestr właśnie to u mnie pasmo pomyłek. Zawaliłam swoje priorytety. Osoby, które uważałam za fajnych kumpli w pewnym momencie mnie wystawili do wiatru. Facet, którego uważałam za “tego jedynego” zerwał ze mną przez… Snapchata. Wychodziłam na imprezy, na których się słabo bawiłam, by się dopasować. Akademicko, też słabo. Olewałam zajęcia i terminy zdawania prac, czy robienia prezentacji, przez co właśnie mam powtórki po końcowych egzaminach. W ogóle, czarna owca ze mnie w mojej grupie seminaryjnej. Lektorzy mnie kochają, lub nienawidzą, a koledzy uznają za lekkiego dziwaka.

W sumie, trochę zatraciłam samą siebie.

Później przyszedł punkt zwrotny pod tytułem “chrzanić wszystko, jadę w góry”. Nie był to spontaniczny wyjazd, bo zabookowałam sobie miejsce dosłownie w pierwszy dzień zapisów. Znowu, byłam nieco odludkiem. Mówili na mnie człowiek-widmo, bo wychodziłam na stok bladym rankiem, by wrócić po zamknięciu ostatniego wyciągu i iść spać, zamiast na imprezę. Jednak samotne wypady na trzytysięczno-metrowe, ciche, chociaż tłumnie uczęszczane, szlaki, pewne osoby, które tam poznałam i raczej nigdy więcej nie zobaczę, i górskie powietrze pomogły mi trochę poukładać sobie w głowie.

Po powrocie do Anglii, i paru innych następujących wpadkach przemeblowałam nieco swoje życie. Pierwszym priorytetem zrobiłam naukę, drugim – własne zdrowie psychiczne i komfort, i dopiero trzecim całą resztę. JA jestem najważniejsza, mówiąc w skrócie. Nie chodzi o to, że siedzę w swojej strefie komfortu i stałam się kujonem bez życia prywatnego, ale stosuję małe kroczki, by poszerzyć tą strefę. Nie rzucam też wszystkiego dla znajomych, którzy chcą ze mną gdzieś iść akurat na wieczór przed ważnym testem, który ja mam. Jak są dobrymi znajomymi – zrozumieją. W końcu impreza nie zając. Jeśli nie – trudno. Odpuszczam.

W każdym razie, zawzięłam się, by nie poprawiać i tego semestru, który jeszcze trwa. Jednak i tak będę musiała napisać jeden test w lipcu, bo lektorowi nie było łaska wysłać maila informującego o zmianie terminu, wrrr! Piekło mu zrobię na drugim roku! Piekło! Anyway, niedawno oddałam pracę na 2000 słów, która zajęła mi aż sześć stron razem z tabelami wyników moich “badań” i zrobiłam ze swoją grupą 20-minutową prezentację, która ponoć okazała się najlepsza wśród pierwszoroczniaków. Jaką ocenę dostanę – się zobaczy. Bylebym zdała. Ale czuję w kościach, że będzie dobrze. Jeszcze tylko ten egzamin z biomechaniki, który śni mi się po nocach.

Jeszcze tylko załatwić sobie praktykę na drugi rok (w tym kraju najlepiej szukać ze sporym wyprzedzeniem) i heja! A co będzie na sam koniec studiów, się zobaczy. Może i ja stanę przed całym rocznikiem na podium, by wygłosić pożegnalną mowę? Z dyplomem z wyróżnieniem w jednej ręce, pierścionkiem na palcu u drugiej, lojalnymi przyjaciółmi przy boku i dobrze płatną pracą czekająca na mnie “od poniedziałku”?

Niby życie to nie film, ale najlepsze scenariusze pisze życie, prawda?

PS. Kurczę, miało być o blogu bez motywacyjnych gadek, a wyszła właśnie motywacyjna gadka o życiu! Trudno, wypadki się zdarzają. 🙂

Advertisements

One thought on “Pierwszy rok za pasem

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s