I love rock and roll

Śpiewała Joan Jett & The Blackhearts w latach 70-ych, a ja w 2015 śpiewam razem z nią.

Uwielbiam muzykę rockową wszelkiej maści i pochodne. Od klasyków typu Aerosmith, Def Leppard, AC/DC, czy Bon Jovi, przez Linkin Park, od których się wszystko zaczęło na bardziej poważnie i świadomie, Papa Roach, Three Days Grace, ukochane od zawsze Evanescence, aż po zespoły, które według mnie są bardzo spoko, ale “tru metali” przeprawiają o palpitacje serca (Bullet for my Valentine, Bring me the Horizon).

Podobno zawsze lubiłam muzykę z wyraźną gitarą i perkusją. Moja mama twierdzi, że jako mały berbeć zasypiałam dopiero, gdy ojciec puścił mi Queen albo Bon Jovi. Wiem, byłam dziwnym dzieckiem. Zamiast zasypiać do kołysanek, rodzice musieli mi puszczać “Another one bites the dust” albo “Livin on a prayer” na kasecie. Zanim zaczęłam się interesować zespołami, a mój wiek miał jeszcze liczbę jednocyfrową, miałam banana na twarzy i przekręcałam tekst po swojemu, gdy w radio puścili coś cięższego, a gdy któryś z rodziców przełączał akurat stację, to był ryk. Za to babcia załamywała ręce i chciała wzywać egzorcystę, gdy za nic nie chciałam słuchać Majki Jeżowskiej i innych wykonawców dla dzieci. Pamiętam do tej pory, jak straszyła mnie piekłem, bo muzyka rockowa/metalowa to twór szatana. Brr… Trauma na kilka lat. Obecnie, gdy słyszę, że rock jest muzyką szatana, mówię “Za to Nicki Minaj jest nieskalaną dziewicą Maryją?”.

Później przyszła niechlubna faza emo i Tokio Hotel. Pominę ten szczegół z mojego życia, bo szkoda gadać.

Po Tokio Hotel, kiedy miałam jakieś 12/13 lat, ktoś mi podesłał na naszej-klasie (Boże, ktoś to jeszcze pamięta?) link do piosenki Linkin Park i od tamtej pory niemiecki zespół poszedł w odstawkę i zastąpili go Amerykanie. Obecnie nie słucham LP za często, ale mam ich pierwsze dwie płyty, a “Numb” i “Somewhere I belong” uważam za klasyki. Do tej pory pamiętam, jak obie piosenki kiedyś leciały w radio i aż łezka się kręci.

Do tej pory wynajduję różne perełki, jeśli chodzi o zespoły rockowe i powiem tyle – według mnie, ze wszystkich gatunków muzycznych, jeszcze rock i metal się dumnie trzymają w porównaniu do popu, czy rapu. Przynajmniej tego puszczanego w radio, byście mnie nie zlinczowali.

Jedno, co mnie boli, to to, że nigdy nie byłam na żadnym koncercie/festiwalu. Miałam jechać zeszłego lata na Rock am Rring, ale, kurwa mać, uciekł mi samolot przez błąd na tablicy informacyjnej, a linie lotnicze nie chciały mi zwrócić kasy za straty (bilet lotniczy, na festiwal, paliwo do samochodu itp.). Trzysta funtów poszło się kochać! Nawet nie chodzi o kasę, ale o to, że strasznie chciałam tam pojechać już kilka lat, zobaczyć swoich ulubionych wykonawców na żywo, siedząc na barach jakiegoś przystojniaka i krzyknąć na całe gardło bez strachu, że ktoś uzna mnie za chorą psychicznie – “Cut my life into pieces, this is my last resort. Suffocation, no breathing, don’t give a fuck if I cut my arm bleeding”. No, ludzie! Gdyby nie to, że byłam zmęczona tym bajzlem na lotnisku, to musieliby chyba na mnie wzywać brygadę antyterrorystyczną!

Z drugiej strony, szczęście w nieszczęściu, bo dwa razy uderzył tam piorun podczas jednego z koncertów. Było ponad 30 ofiar.

Ale nie miało być zrzędingu, tylko o muzyce.

Wiecie, w związku z tym, że lubię taką muzykę, a nie inną, mam dosyć wąski krąg towarzyski, a największy struggle pod tym względem, to trafić na jakiegoś fajnego faceta, który też lubi rocka i skórzane kurtki, nie wygląda, jakby tydzień nie brał prysznica, a termin “robienie głupot” nie kojarzy mu się tylko z nawaleniem się na imprezie i wracaniem do domu na czworakach. Niedawno trafiłam na takiego, ale coś się spieprzyło… To historia na być może inny wpis.

Co powiecie na małą playlistę na zaznajomienie się z waszym ulubionym rudzielcem internetu? Dziesięć z wielu moich ulubionych piosenek na dobry początek.

1. Halestorm – Apocalyptic
2. Papa Roach – Face Everything And Rise
3. Dir En Grey – Hageshisa To (Soundtrack z Piły 3D)
4. Avenged Sevenfold – Nightmare
5. Bring me the Horizon – Alligator Blood
6. Kiss – I was made for loving you
7. Bryan Adams – I wanna be your underwear
8. Queen – Fat bottomed girls
9. Def Leppard – Pour some sugar on me
10. Bon Jovi – It’s my life

Pół na pół. Pięć piosenek z tego stulecia, i pięć z poprzedniego. Enjoy!

Advertisements

9 thoughts on “I love rock and roll

  1. Ja w uszach właśnie mam “Eve – Who’s that girl?” 😛 Co do przegapionego festiwalu muzycznego to bardzo współczuję. Ja chyba nie przeżyłabym, gdyby nie udało mi się dotrzeć na koncert Justina Timberlake’a 😛 Festiwali nie lubię, ale koncerty takie pojedyńcze jak najbardziej 🙂 Na festiwalach bywałam tylko w Polsce, np. Ostróda reggae music festival 😀 Ach, wspaniałe czasy 😛 Ja nie miałam etapu emo, ale rasta heheh 🙂

    Like

    • Ani na festiwalu, ani na koncercie nie miałam jeszcze okazji być. Ci nadopiekuńczy rodzice… Ale wierz mi, gdyby nie to, że byłam zmęczona tym bajzlem na lotnisku, to musieliby wzywać na mnie brygadę antyterrorystyczną! 😛
      Jakieś £300 poszło się wtedy kochać. Genialnie, nie?

      Like

  2. To tylko kilka albumów, które są dla mnie debeściackie:
    Slayer – Reign in Blood
    Morbid Angel – Altars of Medness
    Emperor – Anthems to the Walkin at Dusk
    Behemoth – Thelema.6
    Nile – Black Seeds of Vengeance
    Death – Symbolic
    Seultura – Chaos A.D.

    Like

  3. Matulu, tyle mamy wspólnego! 😀 Również jestem “dzieckiem szatana”. 😀 Mój tata mi puszczał Judas Priest “British Steel” żebym zasnęła. 🙂 Moja mama nie cierpi metalu i rocka. A w 27 sierpnia jadę na Capital of Rock do Wrocławia na Rammstein i Limp Bizkit. Także będzie ogień dosłownie i w przenośni. 🙂
    Hm, ulubione albumy…(kolejność przypadkowa)
    1) Judas Priest – Painkiller
    2) Linkin Park – Meteora
    3) Rammstein – Liebe ist fur alle da
    4) Avenged Sevenfold – Nightmare
    5) Godsmack – Faceless
    6) Volbeat – Guitar Gangsters & Cadilac Blood
    7) The Pretty Reckless – Light Me Up
    8) Breaking Benjamin – Phobia
    9) Five Finger Death Punch – War is the answer
    10) Disturbed – Asylum

    Like

    • Z Ciebie to takie dziecko szatana AD 2016. To co wymieniłaś nazywasz metalem, hehe. Wejdź sobie na youtube i wpisz Morbid Angel – Altars of Madness. Posłuchaj i odpowiedz sobie szczerze czy rzeczywiście metal to muzyka dla Ciebie. Bez agresji, ale te kołysanki, które wymieniłaś mają niewiele wspólnego z rogatym.

      Like

      • Ludzie, ludzie, spokojnie! Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia! Osobiście za jakąś “tru metalówę” się nie uważam. Ten etap mam już dawno za sobą. Po prostu słucham, co lubię, a że to co słucham ma wyraźniejszą gitarę i mocniejszą perkusję, ewentualnie growl, czy podobną technikę wokalną, to już wypadek przy pracy. Ale zgodzę się z Kill Billem, Flaj. Limp Bizkit koło metalu nawet nie leżało.

        Like

      • Po pierwsze: Nie wszystko co wymieniłam to metal. Po drugie: Tak, metal to muzyka dla mnie i jestem tego pewna. 🙂 Po trzecie: Dziecko szatana to była ironia. A Morbid Angel – całkiem fajne.

        Like

  4. No dobra ludzie bez spiny. Każdy słucha to co lubi. Wiem, że Limp Bizkit to nie metal. Temat uważam za zamknięty. Nie mówię, że jestem jakimś znawcą. Ale rzucając teksty typu: “Odpowiedz sobie szczerze czy metal to muzyka dla Ciebie” – zabrzmiało tak jakbyś był nie wiadomo jakim znawcą tego gatunku. Spoko, jesteś starszy ode mnie, może siedzisz w tym trochę więcej. Zwracam honor. Ale nadal uważam, że ten gatunek do mnie pasuje. 🙂

    Liked by 1 person

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s