Dziękuję, ale nie piję

Mówi się, że człowiek za młodu swoje musi wypić, a na studiach to już w ogóle wymóg absolutny. Tymczasem mnie to po prostu nie kręci. Mam ku temu swoje powody.

Nie kręci mnie nawalenie się “na mieście” w mieście, które ledwo znam. Gdy przyjechałam do Sheffield, pierwszy tydzień przed Fresher’s Week robiłam rozeznanie terenu. Gdzie są bary, gdzie uniwerek, gdzie stacja kolejowa, gdzie postoje taksówek, gdzie centrum i inne komponenty. Do tej pory nawet jak piję, to nie robię tego tak, że w drodze do akademika zarzygam chodnik, albo tapicerkę taksówki i nie pamiętam, co się ze mną działo od jednej godziny, do następnej. W Tignes już wcale nie myślałam o piciu, bo raz, że ponad dwa tysiące metrów nad poziomem morza, śnieg po kolana, górki, pagórki i alkohol, to niezbyt dobry mix w moim wypadku i dwa, że tej mieściny po prostu nie znam! Po pierwszej lekcji snowboardu znalezienie mojego hotelu na trzeźwo zajęło mi prawie godzinę, a co dopiero po paru głębszych.

Nie lubię też, gdy ktoś mnie pyta o względy religijne. Uważam się za agnostyczkę. To znaczy, wierzę, że ktoś być może stworzył ten świat, bo żeby tak zupełnie z niczego powstał wszechświat, Ziemia i piękne widoki, jak na przykład Morze Egejskie, Sahara, Alpy, czy Góry Stołowe albo Mazury z rodzimego podwórka. Jednakże nie wierzę, że jest ktoś, kto mimo tego, że dał nam wolną wolę i własny rozum, to zna każdy nasz przyszły ruch, decyzję itp., jak jakieś pierdolone medium albo jakby zaplanował nam życie. Później jeszcze będzie nas oceniał po śmierci przez pryzmat tego, jak żyliśmy. Wierzę też w karmę, bo to po prostu widać w codziennym życiu. Prosty przykład z życia wzięty – śmiejesz się, że ktoś się przewrócił, to zaraz też się potkniesz. Kto tak nie miał?

W każdym razie, wracając do tematu, nie. Niektórzy ludzie po prostu biorą rzeczy na własny rozum i sądzą, że alkohol daje więcej szkód, niż pożytku i albo nie piją wcale, albo mało i okazyjnie dla rozluźnienia. Po prostu, własny wybór bez narzucania przez religię, czy inną “wyższą ideę”.

Jest jeszcze pewien dosyć oczywisty wzgląd w mojej sytuacji (student, bez pracy). Mianowicie, kasa. Alkohol, to droga rzecz, a nie widzi mi się dzwonienie do mamy z zapytaniem “przyślesz kasę?” co jakiś czas, gdy jest chudo. Robię sobie listę wydatków, ustalam priorytety i budżet, a alkohol jest na szarym końcu i jedno miejsce niżej tej listy. Poza tym, zamiast czterech dych na imprezowanie co weekend, wolę wydać te pieniądze na bilet na koncert ulubionego artysty (w maju gra Bryan Adams, a w listopadzie Bring Me The Horizon w Sheffield, muszę tam być!), pójść na łyżwy, do kina, na mecz, albo po prostu zrobić sobie babską przyjemność i kupić jakieś świecidełko na wyprzedaży u jubilera. Albo wrzucić do świnki-skarbonki/odłożyć na koncie, zaoszczędzić i sprawić sobie jakieś fajne wakacje. Jak ja bym chciała pojechać na Ligę Światową, której mecze będą rozgrywane w Polsce! Raz w życiu chciałabym być na wielkiej hali wypełnionej po brzegi biało-czerwonymi barwami, na jej środku siatka, na boisku nasze chłopaki z przeciwnikiem, który kibiców boi się bardziej, niż rywali, zaśpiewać hymn, drzeć się na całe gardło “OSTATNI! OSTATNI!” i utwierdzić się w przekonaniu, że kibiców mamy najlepszych na świecie.

Aż się podjarałam! Kiedy mecze i sprzedaż biletów? Poważnie pytam!

Są też inne przyjemności, niż alkohol. Nie będziecie mi chyba mówić, że nie lubicie seksu? A alkohol, zwracam się szczególnie do panów, wywołuje IMPOTENCJĘ. Chyba nie chcecie mieć miękkiego przed trzydziestką? Zwłaszcza, gdy trafi się wam kochana nimfomanka?

Osobiście wolę też wiedzieć, co się ze mną dzieje w danym momencie i miejscu, zamiast polegać na osobach trzecich. Nie, że mam świra na punkcie kontroli i nie ufam ludziom, bo ludzi uwielbiam, dopóki ktoś nie nadepnie mi na odcisk. Nie widzi mi się po prostu bycie pijaną dziewczyną, którą ktoś wykorzystał. Tak po ludzku nie i koniec. Nie chcę takiej historii w swoim życiu. No i uwielbiam być tą, która wszystko pamięta i opowiada ze szczegółami, co robili współtowarzysze balangi.

Mam prawdopodobnie tendencję do alkoholizmu z tego, co po sobie widzę. Czasami, jak piję dwa, trzy dni pod rząd, bo tak też bywało, to później ciężko mi było sobie odmówić. Także sorry, ze zwiększoną podatnością na tę chorobę, gdybym piła tyle, co średnio moi znajomi ze studiów z taką samą częstotliwością, już dawno bym musiała iść na odwyk. Wolę soczek.

Czasami się nawet zastanawiam, czy jakaś połowa tych, co piją na umór, już dawno nie wdepła w nałóg…

Mam też słabą głowę. Czasami wystarczą mi trzy piwa i już mam w czubie. W sumie, to zaleta i wada. Zaleta, bo nie muszę wydawać nie wiadomo ile, by się upić, skoro mogę to zrobić za mniej, niż dychę, a wada, bo nie potrafię dotrzymać kroku kolegom. Chybaże siądziemy przy wódce z jakimiś zagryskami pod ręką, wtedy mogę pić! Niestety u Anglików coś takiego, jak “zagrycha” nie istnieje. Ludzie, powiadam wam, KAŻDY Anglik musi kiedyś usiąść do wódki z kimś z naszych, wschodnioeuropejskich terenów i nauczyć się kultury picia!

Wszystkie te wyżej wymienione powody nie zmieniają jednak faktu, że czasami w życiu są sytuacje, że po prostu trzeba się napić.

Advertisements

4 thoughts on “Dziękuję, ale nie piję

  1. A ja nie rozumiem tego całego chwalenia się : ile kto co wypił i co robił jak już odlatywał do innych światów.Według mnie to jest śmieszne mówić o tym jak się nawaliło . Ja bym zatrzymywała dla siebie te rzeczy :/

    Like

    • Ja tam spoko, można opowiadać różne głupie historie, jakie się wyprawiało po paru głębszych, ale raczej w gronie najbliższych znajomych, a nie przy każdej możliwej okazji, bo wtedy robi się to nudne, wkurzające i niesmaczne.

      Liked by 1 person

  2. Ja też nie pije alkoholu. Wróć: pije okazyjne (czyt. Sylwester, Urodziny, spotkanie w wąskim gronie zaufanych osób), nie lubię się upijać. Czasami wystarczy mi jedno piwo i jestem wesoła. Umiem się bawić bez alkoholu i jest mi z tym dobrze. Nie cierpię bycia na kacu. Mam też swoje osobiste powody. Wychowałam się w rodzinie gdzie alkohol jest od pokoleń, zarówno od strony matki jak i ojca. Więc sama rozumiesz. 🙂 Nie picie dotyczy też kwestii pieniędzy. Wolę trochę zaoszczędzić i kupić sobie kilka książek na wyprzedaży. 🙂

    Like

    • Kac, alkohol w rodzinie z obu stron – znowu coś wspólnego. Z kasą też, z tym, że wolę wydać “hajs” na coś ładnego albo do pielęgnacji ciała. Od książek mam bibliotekę 10 minut spacerem ode mnie i appkę na tablecie. Często są e-książki za darmo, albo za grosze dosłownie (wykopałam ostatnio Dumę i Uprzedzenie za friko. Jeszcze nie czytałam, bo sesja, ale wszystko przede mną). No i nawet, jak gdzieś wychodzę, to rudy łeb sprawia, że na 9/10 przypadków jakiś przystojniaczek mi postawi drinka, dwa, trzy… 😉

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s