Dlaczego uważam Anglików za dziwny naród?

Nie chodzi nawet o to, że jedzą frytki z octem, czy ich specyficzny humor. Po prostu kiedy patrzę na większość Anglików, to cieszę się, że jestem Polką, która przez pierwsze trzynaście lat życia mieszkała w Kraju nad Wisłą. Że miałam względnie normalne dzieciństwo, jeśli nie uwzględnimy kilku nieciekawych epizodów, że mam mocny łeb w porównaniu do przeciętnego Anglika i mam raczej dobre nawyki żywieniowe.

Dlaczego? Zacznijmy od wyżej wymienionego dzieciństwa.

Kiedy ja miałam siedem lat, biegałam po podwórku z dzieciakami z sąsiedztwa, skradałam się do ogrodu sąsiada, by jeść wiśnie bezpośrednio z drzewa brudnymi rękami do momentu przyłapania przez staruszka z kijem, a jedyna kontrola sprawowana przez rodziców, to była pora obiadu, po czym znów się wychodziło na dwór. Zimą szło się na sanki na górę w moim sąsiedztwie, i robiło się “skocznię” na jej końcu, co nie zawsze się kończyło bez szwanku, a latem szło się na niekryty basen na stadion oddalony o dwa kilometry. Z buta, w kostiumie kąpielowym i klapkach na nogach z ręcznikiem pod jedną pachą, jakimś prowiantem pod drugą, drobnymi na wstęp w ręce i z bandą z podwórka obok siebie, a w drodze powrotnej do domu jeszcze zbierało się bez dla mamy lub inne kwiatki, które akurat rosły przy chodniku.

A Anglicy?

Gdy im opowiadam, co się wyrabiało w tej Polsce za szczenięcych lat, to patrzą się na mnie jak na aliena i mówią – To u was tak można? To legalne? Sąsiedzi nie dzwonią na policję, że dzieci zaniedbane? To u was jaki jest próg wiekowy, kiedy można wychodzić samodzielnie?

Wtedy ja się autentycznie załamuję i poważnie zastanawiam się nad powrotem do Polski, gdy będę mieć własne dzieci kiedyś-tam, dopóki nie skończą jedenastu/dwunastu lat. W Polsce przynajmniej dzieciaki mają normalne dzieciństwo. Przynajmniej tak to zapamiętałam. Nie tak, jak w Anglii, że do jedenastego roku życia dzieciaki muszą wszędzie chodzić z rodzicielską eskortą, a w wieku dwunastu lat im odbija, bo “w końcu są wolni”. Poważnie, często widuję takich szczyli, co ledwo odrośli od ziemi, a już się szlajają po nocach z jointem w jednej ręce i piwem w drugiej. Do tego dres, koniecznie Nike albo Adidas, kaptur na głowie i slogan YOLO wykrzykiwany co chwila. Swoją drogą, to gdzie są wtedy rodzice?

Teraz znowu na chwilę wroćmy do szczenięcych lat do momentu, gdy jesteście na przykład przeziębieni. Jesień, hula wiatr, a wy wróciliście z podwórka z kolejnego dnia przedniej zabawy. Niestety, zawiało was i zaczyna się – katar, kaszel, gorączka i inne. Co wtedy robiła wasza mama, babcia? Kazała iść do łóżka, zjeść rosół, albo inną zupę, wypić herbatę z cytryną, miodem, goździkami i imbirem, i zaopatrywała was w roczny zapas husteczek higienicznych, prawda? Albo używała jakichkolwiek innych domowych sposobów na tak popularne chorubsko? Moja tak i aż łezka mi się w oku momentalnie zakręciła.

Za to Anglicy – paracetamol, to dla nich remedium idealne! Placebo, lek uniwersalny, wstaw własne, bo zabrakło mi słów. Dobrze pamiętam, kiedy kiedyś proponowałam przeziębionym znajomym w szkole gimnazjalnej coś ze skarbnicy wiedzy naszych babć, to ci, znowu, patrzyli się na mnie jak na aliena i brali trzecią tabletkę paracetamolu w ciągu dnia. Wątroba i w ogóle cały organizm kiedyś im podziękuje, a ja będę hożą staruszką, która oparta o lasce idzie na siłownię poćwiczyć, po czym idzie do domu z myślą “co by tu dziś dobrego ugotować?”

Właśnie, a propo gotowania.

Wiecie, że lubię gotować. Moje posiłki robię od podstaw. Zastanawiam się nawet, czy nie zrobić wpisu z moimi ulubionymi daniami i przepisami na nie. Rzadko kiedy używam tak zwanych “gotowców”, chybaże warzywa z puszki też się liczą, a frytki z Maka czy inne śmieciowe jedzenie zjem jak mnie przypyli głód w środku miasta, a za pół godziny mam wykład. Przez to znowu się czuję wśród moich najbliższych znajomych jak alien, bo podczas, gdy ja trę ogórek na tzatziki i kroję warzywa, by sobie zrobić coś dobrego na szybko, to ich obiad wygląda następująco – mrożone frytki z piekarnika, sos z torebki i przyprawione w sklepie mięso, a skład – dziesięć nazw konserwantów, których nie potrafię wymówić, sto różnych E-xxx, morze soli, cukru i tłuszczu… A później się dziwią, że słabo się czują, wyskakują im pryszcze na twarzy jeden na drugim i tyją. To wcale nie przez dietę!

Co do alkoholu, to na koniec dodam od siebie taki smaczek.

Wielu Anglików twierdzi, że ma mocny łeb, dopóki nie postawisz przed nimi litra polskiej wódki. Pięć, góra dziesięć kolejek i leżą pod stołem. Jak pić, to tylko z tymi z “naszych”, słowiańskich stron, albo Szkotami, czy Irlandczykami. Anglicy się nie nadają do tego sportu.

Advertisements

One thought on “Dlaczego uważam Anglików za dziwny naród?

  1. Myślę, że poza krajem jest to też kwestia indywidualna. Ja byłam wychowywana pod kloszem i długo nigdzie nie wychodziłam sama. (Poza tym raczej nie było z kim, bo na osiedlu na obrzeżach mieszkały głównie starsze osoby, brakowało mi rówieśników). Chętnie przeczytam Twoje przepisy!

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s