Jak studiować w UK i nie zwariować – Sheffield, pierwsze dni

Kiedyś pewien Anglik starej daty, który na pewno pamięta jeszcze II Wojnę Światową, opowiedział mi następującego suchara, kiedy usłyszał, że będę studiować w Stalowym Mieście:

Po czym poznać, że jesteś w Sheffield?
– Po tym, że wszystko jest pod górkę.

*DA BUM TSS*

Szczerze? Myślałam, że to tylko suchar, ale nabrał mocy po tym, jak się tutaj przeprowadziłam. Wszystko, WSZYSTKO jest pod górkę! Jakby tego było mało, mój kampus jest jednym z najwyżej położonych miejsc w mieście. Pięknie! Po prostu pięknie!

Nie, że narzekam. Zakochałam się w tym mieście od pierwszego wejrzenia i chociaż jak narazie miejscowi się na mnie patrzą wzrokiem mówiącym “studentka/pierwszy rok/kot/przyjezdna” (serio wyglądam na taką sierotę?), to nie zraziłam się. Jak narazie przynajmniej. Jednak jedno wiem – pod koniec roku będę mieć nogi jak zawodowy biegacz! Już teraz czuję, że schudłam ze dwa kilo!

Nawet, jeśli się zgubisz, to w miarę szybko można się połapać, gdzie i co jest. Ja się tak zgubiłam we wtorek po południu, kiedy robiłam wypad zapoznawczy z moją drogą na uniwerek. Kiedy się tak zgubiłam, znalazłam kilka fajnych miejsc w centrum. Winter Garden, ratusz, galeria Millenium z pracami lokalnych artystów, muzeum jedno, drugie, trzecie… Dużo jest fajnych miejsc, naprawdę!

Najzabawniejsze w tym jest to, że mój znajomy, który jest rodowitym mieszkańcem Sheffield, nie słyszał o czymś takim jak Winter Garden. Tracę wiarę w ludzi, autentycznie! Ja się gubię w środku centrum, i potrafię znaleźć drogę powrotną do akademika w przeciągu kilku minut i dwóch zapytań o drogę, a on nie wie, gdzie jest jeden z najpopularniejszych ogrodów botanicznych!

Mimo tego, że z definicji Sheffield jest metropolią/city, to nie odczuwam tego, jak na przykład Londyn. Centrum, wtorek, godziny szczytu i jest w miarę spokojnie! Jednakże, jak to duże miasto, conajmniej dwa razy dziennie słyszę za oknem, jak jedzie karetka albo policja. Zwłaszcza, że mój akademik jest niemal przy głównej ulicy.

A propo akademika!

Chcecie usłyszeć jakieś historie, w stylu takich, jakie opowiadają wam starsi koledzy? Jak narazie nie jest to nic hardkorowego, ale jeszcze fresher’s się nie zaczęło, więc wszystko przede mną!

Historia #1, lekcja pierwsza i najważniejsza – NIGDY nie zostawiaj otwartego pokoju!

Chybaże idziesz tylko do kuchni albo ziomka z pokoju obok, ale NIGDY, gdy wychodzisz z mieszkania! Nawet, jeśli to tylko 5 minut! Dlaczego? Współlokatorzy zaraz ci wytną jakiś numer! Mój pokój jeszcze nie został “ochrzczony” przez Pączusia i Rastamana, ale coś wisi w powietrzu, więc zawsze zamykam pokój. Jak pewnie nie wnioskujecie, ja byłam tą, która robiła kawały. Mieszkam z czteroma innymi osobami, a ofiarami moich poronionych pomysłów po kilku kieliszkach wódki i joincie padło, jak narazie, dwóch facetów. Jednemu wrzuciłam balony pod prysznic, a drugiemu obwiazałam pokój… Papierem toaletowym.

Historia #2, lekcja druga – nie mieszamy alkoholu!

Mam wchodzić w szczegóły? Jeśli tak, to powiem tylko tyle, że następnego dnia po kilku piwach, cydrach i wódkach słyszałam, jak trawa rośnie na drugim końcu ulicy, a z naszej piątki mam najmocniejszy łeb! Anglicy nie umieją pić, to niepodważalny fakt.

Historia #3, lekcja 3 – nie idziemy na balety w nowych butach!

Piękne panie, nowe kolorowe szpileczki kupione specjalnie na balety odstawiamy, aż się je rozchodzi, albo zaopatrujemy się w plasterki i miskę pełną wody, gdy wrócimy do akademika! W ostatnią niedzielę miałam następującą przygodę – miałam urodziny, o czym szybko się dowiedzieli moi współlokatorzy. Ledwie się rozpakowałam, a ci już mnie ciągną na balety! Założyłam nowe, piękne żółte jak słońce w środku lata płaskie buty. Impreza trwa w najlepsze, chwilę usiadłam, by odsapnąć, patrzę – pięta cała we krwi! Skóra mi zeszła całym płatem z prawej stopy! Dwa dni szorowałam ten prawy but! Na szczęście udało mi się go doprowadzić do stanu używalności, ale było tyle krwi, że aż czarna była ta pięta. Polak mądry po szkodzie.

Historia #4, lekcja 4 – niekonwencjonalne pomysły.

Słyszeliście, by łyżkę do zupy używać jako blokadę do drzwi? Albo pastę do zębów do czyszczenia butów? Albo, że ktoś normalny wrzuca do prania czerwone z białymi i, o dziwo, nic się nie farbuje? Albo skittles czy każde kolorowe cukierki do zabarwienia wódki czy innego alkoholu, zamiast kolorowych odpowiedników? Albo parę z prysznica, suszarkę czy prostownicę – niepotrzebne skreślić – do wygładzania ubrań, bo nikt nie ma żelazka, a to z akademika jest do dupy? Albo pudełko po kremie nawilżającym, zamiast miarki do proszku? Potrzeba matką wynalazków!

Advertisements

2 thoughts on “Jak studiować w UK i nie zwariować – Sheffield, pierwsze dni

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s