Bucket list, cz. 5

W związku z tym, że jutro będę zajęta od bladego świtu przeprowadzką do Sheffield, dziś dodaję ostatni wpis pisany z mojego małego grajdołku w East Midlands. Matki, ukrycie swoich synów! Mam polską wódkę i nie zawacham się jej użyć! A tak poważnie, cholercia, co ja wyprawiam?! Jak od tygodnia chodzę podminowana, to w drodze do South Yorkshire wyjdę z siebie i stanę obok!

Będę tęsknić za pomarańczowymi ścianami, niebieską wykładziną i drewnianymi meblami w moim pokoju, z którego moja rodzicielka chce urządzić sobie garderobę. Za stawem i ogromnym terenem zielonym w moim sąsiedztwie. Za huśtaniem się na placu zabaw w środku nocy z okazyjnym jointem w ręku. Za lodami w niedawno otwartej włoskiej kawiarni w centrum po rundce po sklepach, w których zostawiłam kupę moich ciężko zarobionych pieniędzy. Nie sądziłam, że jestem aż tak sentymentalna!

Ale nie o sentymentach dzisiaj, tylko o moich marzeniach do spełnienia! Kiedy indziej się porozwodzę nad tym, że mój czas beztroskiego dzieciństwa się pomału kończy!

21. Zrobić tatuaż
Chodzi to za mną już kupę czasu, ale, oczywiście, w związku z byciem nieletnią przez jakieś pięć lat od kiedy ten pomysł przyszedł mi do głowy, nie mogłam. Pomysł na wzór jest, znam wszystkie studia tatuażu w promieniu trzydziestu kilometrów i wiem, które są warte polecenia, a które omijać szerokim łukiem, ALE, niestety, wszystko znowu się rozbija o kasę. Do tego panicznie się boję igieł. Na ostatnim szczepieniu pielęgniarka czekała dobry kwadrans zanim pozwoliłam jej się tknąć. Ale co ja poradzę, że ta igła była wielka jak do biopsji czy pobrania szpiku?* Każdy by się bał!

22. Szkła kontaktowe
Nie wiem, czy wspominałam, ale od dziecka noszę okulary. Miałam fazę na Harry’ego Pottera, na kwadratowe “profesorki”, żarówiasto czerwone jak moje włosy obecnie, wszystko. Moje okulary są przekrojem całego mojego życia. Przynajmniej powinnam je nosić, bo ostatnimi czasy moje nieśmigane nówki leżą w eleganckim etui. Nie lubię okularów. Nos mnie strasznie od nich boli, w każdych nowych szkłach kręci mi się w głowie i wyglądam jak nerd. Według kolegów, bardzo ładny nerd. Ci mężczyźni…

23. Pies!
Uwielbiam psy! Duże, małe, puchatki-niedźwiadki, jak i te z krótką sierścią, wszystkie! Jeszcze ze wzajemnością! Lgną do mnie jak pszczoły do miodu. Dowód? Co wyjdę na miasto, albo po prostu na spacer, to każdy, normalnie każdy pies się przy mnie zatrzyma i conajmniej obwącha, albo zacznie się łasić o podrapanie za uchem.

Wczoraj na mieście miałam śmieszną sytuację. Podbiegł do mnie mały szczeniaczek. Bokser albo pitbull. Taki jeszcze z mlecznymi ząbkami, karykaturalnie dużymi łapami w porównaniu do reszty ciała, który podgryza palce i nic, tylko by się bawił. Widziałam, że miał obrożę i do tego jeszcze smycz, która się za nim ciągła, to myślę, poczekam chwilę, może zaraz ktoś po niego przyjdzie. Bawię się z tym psem na środku rynku, a za chwilę podbiega do mnie zziajany właściciel. Swoją drogą, całkiem do rzeczy. Mówi, że w końcu się ten psiak przy kimś zatrzymał. Z tego, co mówił, to wyrwał mu się z ręki w parku przy szpitalu. A od szpitala do centrum w moim mieście kawałek jest! Długo się tak nie uśmiałam! Taki szczeniaczek, a ile kłopotu potrafi narobić!

24. Współpraca ze znanymi sportowcami
Już wiecie, że chciałabym być analitykiem sportowym. Najlepszym z najlepszych. Albo przynajmniej jednym z top 10. Jedenastki i niżej nie uznaję! Chciałabym też pokazać wszystkim tym, którzy we mnie nie wierzyli, że coś jednak potrafię, że po studiach sportowych są inne możliwości niż nauczyciel WFu czy instruktor w lokalnej siłowni. Poza tym, przyznajcie, fajnie powiedzieć, że poznało się Ronaldo, Stocha, Bartmana czy innego sportowca, i mieć to na tak zwanej wyjebce, bo to dla ciebie niemal codzienność.

Codzienność, że na dwunastą oddajesz wyniki testów Jessice Ennis. O pierwszej jesz obiad z kolegą po fachu, by przedyskutować eksperymentalną metodę testowania wytrzymałości mięśniowej. O drugiej robisz gościnny wykład na jednej z lepszych uczelni w sali pełnej zainteresowanych, a o czwartej negocjujesz warunki pracy z managerem Manchester United, podczas, gdy inni jedynie marzą o tym, by taki Ronaldo czy inny Lewandowski chociaż na nich spojrzał przy wykonywaniu karnego. Tak, te wszystkie cyferki, technologia jak z filmu sci-fi, biochemia, biomechanika, testy, pierwiastki i inne, o których 75% społeczeństwa nie ma bladego pojęcia – tym się chcę właśnie zajmować! Przynajmniej na dzień dzisiejszy. Cholera wie, ile razy mi się jeszcze odmieni.

25. Wynieść mojego bloga na internetowe wyżyny
Żaden bloger mi nie wmówi, że nie lubi widzieć conajmniej trzycyfrowej liczby wejść dziennie w statystykach. Niech mówią, że po pewnym czasie statystyki nic im nie robią. Ja piszę już…. Pięć miesięcy? Przyznaję, w pewnym momencie przestałam się przejmować, ile ludzi mnie czyta, ale i tak, kiedy raz na jakiś czas zobaczę, że moje statystyki szybują w górę jak szalone, to moje ego razem z nimi. Tak samo w drugą stronę. Miewam dni, że blog ma 0 wejść, 0 użytkowników, 0 komentarzy, 0 polubień i wtedy się zastanawiam, czy warto to dalej ciągnąć. Jednak dalej to ciągnę i mam się dobrze, jak widać po kolejnych wpisach.

*Dobra, przesadzam

Advertisements

4 thoughts on “Bucket list, cz. 5

  1. Dzielimy trzy punkty z tej listy – psa, tatuaż, no i blog 🙂 Trzymam kciuki zwłaszcza za Twoje sportowe marzenia, są bardzo oryginalne 🙂 Resztę na pewno też uda Ci się osiągnąć, Twój blog bardzo dobrze się czyta, więc prędzej czy później stanie się popularny 🙂

    Like

  2. O kurczę… mam nadzieję, że sprawa z tatuażem jest bardzo przemyślana i pewna. Ja dziękuję w myślach swojej mamie, która zabraniła mi tego przez wiele lat. Dziś wyglądałabym jak debilka z jakimś delfinkiem czy motylkiem przy kostce czy na szyi. Tatuaże są tak mało classy. Może warto jednak poczekać, albo pobawić się ze sztucznymi tatuażami, żeby mieć jeszcze prawo wyboru.

    Nie wiem dlaczego mam takie podejście, może przez to, że w Stanach widziałam już kilka staruszek ze zwiotczałą wytatuowaną skórą, która wyglądała strasznie. Podobnie nie potrafię sobie wyobrazić widoku nieskazitelnej panny młodej z czymś czarnym, czerwonym np. na biuście.
    Nasze oświęcimskie i więzienne historie też pokazują tatuaż w złym świetle.
    Rozumiem jednak, że istnieje subkultura, w której tatuaż jest zapisem swojej biografii a ciało książką.

    Myślę, że na rynku są już sztuczne, długotrwałe tatuaże. Może warto się rozejrzeć. Tatuaż zostaje z Tobą na całe życie, nawet ten, który miał zniknąć po latach.

    Powodzenia

    P.S. psy są boskie… jakoś nie ufam kotom

    Like

  3. Jak pies to tylko bokser. Miałem takowego i polecam. Jedna z najbardziej przyjacielskich i żwawych ras.
    Co do współpracy ze sportowcami. Ostatnio podobno w Chelsea zwolnili (za romans z zawodnikiem) medyczkę, więc… 😀

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s