Co mnie denerwuje w Polakach za granicą

Im dłużej mieszkam w UK i częściej widuję swoich rodaków w akcji, tym częściej mam ochotę zrzec się obywatelstwa w trybie natychmiastowym i zapomnieć języka ludu Polan, co i tak jest na dobrej drodze. Dlaczego? W wielu przypadkach cebula goni cebulę i cebulą pogania. Nie mówię, że zawsze, bo znam też bardzo spoko Polaków, ale są to zwykle “ci młodzi”, którzy przyjechali do UK sobie dorobić do studiów przez wakacje, albo z rodzicami na stałe, lub ludzie, którzy już naprawdę z niejednego pieca chleb jedli i nie chcą do Polski wracać.

Co mnie denerwuje w Polakach za granicą?

1. “Mieszkasz w Anglii, więc powinnaś mówić po polsku!”

W poniedziałek w pracy pewna Litwinka opowiedziała mi absurdalną sytuację z czasów, kiedy dopiero co przyjechała do UK i poszła do pierwszej pracy. W tej pracy było oczywiście od groma Polaków, z czego prawie nikt nie znał angielskiego. Litwinka płynnie znała język angielski, rosyjski i litewski, ale polskiego wówczas ni w ząb. Podeszła do niej jakaś dziewczyna, podobno wtedy gdzieś w moim wieku, i zaczęła do niej mówić po polsku. Litwinka powiedziała, że przeprasza bardzo, ale nie zna polskiego i prosi, by mówiła do niej po angielsku. Tamta Polka zaczęła ją wyzywać od najgorszych, że jak to tak można? Przyjeżdżać do Anglii i nie znać polskiego? Dobra, zrozumiałabym tamtą Polkę, gdyby Litwinka przyjechała do Polski i nie znała naszego języka, ale cholera, mieszkasz w Anglii i powinnaś znać angielski chociaż w podstawowym stopniu zamiast się burzyć, że ktoś innej narodowości śmie nie znać polskiego!

2. Tak zwane “przecinki”

W ostatnią niedzielę, gdy wracałam z kina, gdzie grali “Inside out” (“W głowie się nie mieści”? Swoją drogą, ta bajka to wyciskacz łez), wstąpiłam do jednego z popularnych fast-foodów na frytki. Niedziela, więc nie było tłoku i wszystko było słychać. Spoko, jeśli ktoś rozmawia półtonem i nie wstawia “kurwy” w miejsce przecinka jak pewien Polak rozmawiający przez telefon. Na całe gardło! Miałam aż ochotę krzyknąć “Głośniej! Nie słyszeli cię jeszcze na Śląsku!”. Ludzie! To, że jesteście za granicą nie znaczy, że możecie gadać na całe gardło przez telefon na głośno mówiącym o dupie marynie kiedy przeżuwacie hamburgera! Akurat w UK jest tyle Polaków, że najprawdopodobniej ktoś was akurat rozumie i ma ochotę was zastrzelić!

3. Anglia na Londynie się nie kończy!

To akurat mnie bardziej bawi, niż denerwuje. Może nie do pracy, ale jeśli chodzi o studia, to Polacy się do Londynu pchają jakby uciekali przed okupacją! Sama miałam okazję być w Londynie kilka razy i ujmę to tak – miasto fajne na wycieczkę, ale mieszkać bym tam nie chciała. W centrum jest tak ciasno, że nie ma gdzie szpilki włożyć! Wystarczy, że co kilka lat będę musiała jechać do ambasady po polski paszport. Sorry, wolę Sheffield! Albo Bristol! W sumie, to w każdym “city” poza Londynem w UK jest czym oddychać i nie trzeba się rozpychać łokciami na ulicy! W samym centrum każdego innego city jest mniejsze natężenie ludzi na metr kwadratowy ze trzy razy mniejsze niż w stolicy UK!

4. To przeliczanie na złotówki…

Sama też tak kiedyś robiłam, aż do mnie dotarło, że przecież w sklepie nie płacę złotówkami. Może i fajnie jest mieć świadomość, że zarabiam pięć razy tyle, niż zarabiałabym w Polsce, i czekolada nie kosztuje mnie godzinę, a dziesięć minut pracy, ale mimo wszystko trzeba liczyć “jeden-do-jednego”. Tak, jak wspomniałam w innym poście, że jak zarabiasz tysiąc w Anglii i tysiąc w Polsce, to nadal jest to tysiąc. Dla mnie jest to spoko pieniądz, ale gdybym miała za to wyżyć, wynająć mieszkanie, utrzymać samochód itd., to byłoby ciężko. Nawet na ostatnim zadupiu.

Jak narazie, tylko tyle mi przyszło do głowy. Jeśli sami mieliście jakąś przygodę z naszymi rodakami za granicą, wbijcie na mój fanpage albo napiszcie w komentarzach. Pośmiejemy i powstydzimy się razem.

Advertisements

4 thoughts on “Co mnie denerwuje w Polakach za granicą

  1. Kochani Janusze. Bez nich świat byłby do niczego. Ale i Anglicy mają swoje odpały. W Krakowie bodajże jakiś bar (restauracja?) odmówił obsługi Brytyjczyków bo “za bardzo rozrabiają” 😀 W każdej narodowości znajdą się przychlasty. Ale faktycznie, NIEKTÓRZY Polacy na emigracji potrafią narobić wiochy.

    Liked by 1 person

  2. Jeszcze poprosimy dwa słowa o zachowaniu sie podczas wizyt na ziemi ojczystej. Porównywanie wszystkiego i podkreślanie jakie to wyspy sa emejzing i jaka Polska…no, już zapomniałem jak to jest po polsku… ju noł, styl deweloł-ping 😉

    Like

    • Nie powiem, też czasami coś porównam, bo mimo wszystko w obu krajach są absurdy. A z zapominaniem słów to jeśli ktoś pracuje cały czas z Anglikami i z językiem polskim nie ma się większego kontaktu dłuższy czas, to jednak się zapomina słowa (np. ja chodziłam do szkoły angielskiej, na studia też angielskie się wybieram i po polsku mówię tylko w domu) i wtedy to rozumiem. Denerwuje mnie czasami, gdy jakiś “wielki polonista” twierdzi, że się popisuję angielskim. Sorry, ale niech sam ten ktoś siedzi za granicą sześć lat z Anglikami, to wtedy pogadamy o polszczyźnie. Jednak sama staram się albo dane słowo opisać, albo użyć prostego odpowiednika, albo sprawdzić w słowniku po prostu. Co do Polaków, którzy siedzą w Anglii góra dwa miesiące, pracują na magazynie z innymi Polakami to fakt, jest to zabawne 😉

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s