Niedocenione miejsce pracy

Przyznam, nie doceniłam swojego miejsca pracy, jakim jest magazyn. Moja czwartkowa popołudniowa zmiana była pełna niespodzianek, głównie ze względu na pewną panią, z którą pracowałam.

Owa pani jest taką, zdawałoby się, typową, niepozorną pięćdziesięciolatką, która sobie pracuje na rachunki i już niezbyt odległą emeryturę. Rozmawiałyśmy i około połowy ośmiogodzinnej zmiany zeszło na tematy związane z Polską. Historia, polityka, i to, co się obecnie dzieje w Kraju nad Wisłą, takie rzeczy.

To, co usłyszałam w ciągu tych czterech godzin, spokojnie może być wykładane w szkołach na lekcjach WOSu i historii w Polsce!

Pani E opowiedziała mi o tym, jak musiała zamknąć dobrze prosperujący biznes, bo jakiś urzędas stwierdził, że skoro nie jest zapisana do żadnej partii, to przestanie dostawać zlecenia. Odmówiła, do partii się nie zapisała. Przestała dostawać zlecenia, wpadła w długi i komornik w związku z tym zajął jej samochód. Biznesu nie mógł zająć, bo go zamknęła, zanim państwo położyło na nim łapę. Nie wiem, czym konkretnie się zajmowała w tej firmie, zapomniałam zapytać, ale mimo wszystko nie mieści mi się w głowie, że mimo obalenia komunizmu, przynajmniej w teorii, jakiś urzędas może komuś ujebać interes, bo ten ktoś nie należy do jakiejś partii!

Dobra, tutaj był szok, ale jeszcze bardziej mnie zaskoczyła historia jednego z dziadków tej pani, który w trakcie wojny mieszkał na Wołyniu… Już wcześniej słyszałam o Rzezi Wołyńskiej, że mordowali Polaków na Ukrainie, chociaż wtedy myślałam, że w Rosji, ale jakoś nigdy się tym nie zainteresowałam. Zamarłam, kiedy usłyszałam, że jej dziadek się uratował z rodziną tylko dlatego, że, cytuję, “sąsiad, Ukrainiec, w środku nocy się dobijał do drzwi, krzycząc, żeby uciekali, bo upowcy będą mordować”.

Dobra, sama idea masowego mordu na Polakach za to, że są Polakami jestem jeszcze w stanie jakoś przełknąć. Holocaust, Katyń, wszyscy o tym słyszeliśmy na lekcjach historii, ale zaczęłam czytać.

Tyle, co wróciłam o dziesiątej wieczorem do domu, to wpisałam w google hasło “Rzeź Wołyńska”. Przejrzałam wiele portali, nawet demotywatory, filmiki na YouTube i Wikipedię. Co chwilę kręciłam głową i szeptałam “ja pierdolę”, co i tak dla mnie jest dosyć łagodnym określeniem na to, co się tam działo w latach ’43-44 na Ukrainie!

Katyń jestem w stanie zrozumieć, bo ginęli tam oficerowie, po postrzale w głowę, ale żeby zabijać cywili, niewinnych ludzi, i jeszcze ich torturować? Wydłubywać oczy, zaszywać żywe koty w brzuchach ciężarnych kobiet, wbijanie malutkich dzieci na pal, gwałcenie córek na oczach ich rodziców, po czym wszystkich zaszlachtować? Jeszcze być nagradzanym przez przełożonych za chorą kreatywność w męczeniu ludzi? Wyszukałam gdzieś w komentarzach pod tym wszystkim link do artykułu o 362 metodach tortur stosowanych przez UPA na Polakach. Nie byłam w stanie przeczytać całego zestawienia, bo aż mnie wszystko bolało, kiedy to czytałam. Skończyłam na numerze 40.

Uważam się za osobę o mocnych nerwach, a ludzie sądzą, że mam cechy socjopatki, bo mało co mnie wzrusza, ale ta szybka lekcja historii mnie ukłuła tam, gdzie z anatomicznego punktu widzenia powinnam mieć serce.

Jeszcze historie obydwu dziadków tej pani, kiedy ukrywali żydów przed Niemcami…

Jeden z nich, ukrywając żydowską rodzinę, naraził życie swoje, żony i szóstki dzieci. Niestety, jeden z sąsiadów doniósł Niemcom, bo zobaczył ukrytą w oborze krowę głowy tamtej rodziny. Szkoda było ją zabić, bo krówka dorodna i w ogóle, więc ją schowali. Hitlerowcy zrobili nalot na ich dom. Dziadkowi obili nerki, wątrobę i połamali żebra, a wówczas szesnastoletniemu ojcu Pani E wybili zęby. Oni nic nie powiedzieli, a Niemcy Żydów nie znaleźli, bo byli dobrze ukryci. Wojna się skończyła i co? Tamta rodzina wyjechała do Izraela, a rodzina tej pani od tamtej pory nie usłyszała ani słowa od nich.

Drugi dziadek? Narażając siebie, żonę i trójkę dzieci ukrywał jednego Żyda. Nigdy go nie znaleziono, nikt nawet nie doniósł, ale kiedy Niemcy już opuścili Polskę i Żyd już wyszedł na swoje, to tenże doniósł, że dziadek był podczas wojny w Armii Krajowej i że go ukrywał. Nie wiem, co chciał tym osiągnąć, ale dobra. Żyd doniósł, ALE ponoć ten żołnierz okazał się przyzwoitym człowiekiem. Żyda wziął za fraki i przyprowadził do tego dziadka. Zapytał go, czy zna tego pana. Ten odpowiedział, że tak, bo wtedy już można było o takich rzeczach mówić. Wtedy ten żołnierz opowiedział mu całą sytuację. Dziadek się wkurzył, pobił tego Żyda, że szkoda gadać i do końca życia pozostał antysemitą.

Zanim zaczniecie się burzyć, jaki antysemityzm jest zły, to postawcie się w tamtej sytuacji, w tamtych czasach. Ryzykujecie życie całej swojej rodziny, po czym ktoś, kogo ukrywacie, na was donosi jakiemuś Gestapo, SS-manowi czy innemu Sowiecie, który w 99 na 100 przypadków by was postawił pod ścianą i rozstrzelał za takie coś. Nie wkurzylibyście się?

Bardzo chętnie napisałabym coś więcej, ale tych historii jest pełno. Ta pani mogłaby napisać książkę, naprawdę! Zaprosiła mnie nawet na kawę do siebie. Ja z chęcią skorzystam i posłucham, nawet zrobię notatki i być może zrobię o tym długi jak Amazonka wpis za jakiś czas.

Advertisements

One thought on “Niedocenione miejsce pracy

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s