Oceny nie są miarą inteligencji

To akurat wie chyba każdy z nas. Chybaże jesteś kujonem i no-lajfem, który nie widzi świata poza formułkami, definicjami, wzorami matematycznymi i włażeniem w dupę “panu psor”.

Jakoś nigdy nie lubiałam się uczyć pod podstawę programową. Tak, jak w Polsce, tak i w Anglii miałam wyjebane na siedzenie z nosem w książkach do wieczora, odrabianie zadań domowych czy kucie do dziesięciu sprawdzianów i dwudziestu kartkówek w tym tygodniu (chociaż sprawdziany można zrobić tylko dwa na tydzień, ale co ja tam wiem. Jestem, a raczej byłam, tylko “tępym uczniem”) już od czwartej klasy.

Szczerze mówiąc, strasznie się cieszę, że wyjechałam z Polski w wieku trzynastu lat, bo przynajmniej ominęły mnie dwa lata bezsensownej podstawy programowej, której jedynym celem jest nauka pod z góry ustalony klucz na teście. Obowiązkową naukę zaczęłam mając 7 lat, a skończyłam mając 16 i jakoś nie czuję się przez to głupsza czy gorsza.

Nie rozumiem też hitowego twierdzenia, że uczeń musi umieć wszystko. Wybaczcie, ale ja do tej pory nie wiem, co to jest zaimek czy przyimek, a odmiana przez przypadki prześladuje mnie w koszmarach sennych. To język polski. Historia? Znam przeróżne terminy i wydarzenia historyczne, ale za cholerę nie pamiętam dat! Matematyka? Twierdzenie Pitagorasa wywietrzało mi z głowy wraz z końcem egzaminu, za który swoją drogą dostałam 6, w ostatniej klasie. Język angielski? Nie odróżniam present simple od present perfect. W ogóle, nie znam tych wszystkich czasów i bez tego jakimś cudem umiem się płynnie porozumieć w tym języku!

W Polsce ledwie zdawałam z klasy do klasy. W UK zdajesz nawet, jeśli jesteś totalnym tumanem i bardzo dobrze! Przynajmniej kolejne roczniki nie muszą się użerać z idiotami, których największą ambicją jest nawalenie się na weekendzie, bo życie ich zweryfikuje. Żeby nie było, że uważam się za niewiadomo kogo, sama byłam na bakier z informatyką. Nie to, że jestem głupia, ale zamiast pisać kilka słów w Wordzie i wkleić obrazki, bo mniej więcej na tym polega podstawowa “infa” w Anglii, wolałam powtarzać sobie materiał z innych przedmiotów.

Oblałam w sumie trzy przedmioty i to tak, że w Polsce każdy by się załamał. Sęk w tym, że teraz JA jadę na studia bez strachu o wyniki egzaminów, nie te wszystkie kujony, które zamiast robić coś poza szkołą, mieć jakieś zainteresowania, woleli zakuwać. Kiedyś już chyba wspominałam, że mam za sobą kilka wolontariatów i praktyk, prawda? Do tego dobre referencje od lektorów z college i tych, którzy mnie “zatrudniali”, list motywacyjny, oceny, które chociaż nie są zbyt górnolotne, to nie mam się też czego wstydzić i od września będę jedną z kilku tysięcy studentów w Sheffield. Można?

Powtórzę to jeszcze raz – to, że nie wchodzi ci wiedza szkolna, nie znaczy, że jesteś tumanem. Mając przeciętne oceny możesz osiągnąć wiele, jak i trafić na bezrobocie mając świadectwo z paskiem czy magistra.

Tymczasem, ja mam nadzieję, że “Bachelor Degree” z medycyny sportowej będzie mi bardziej przydatny niż do wpisania skrótu “B.Sc” przed nazwiskiem albo pochwalenia się dyplomem przed rodzinką.

Advertisements

10 thoughts on “Oceny nie są miarą inteligencji

  1. W klasie miałem kiedyś kolegę, który miał buntowniczy charakter. Nauczyciele co chwila wstawiali mu negatywne oceny za “brak pracy na lekcji”. O dziwo była to bardzo mądra osoba, a wszyscy mieli go za idiotę. Wciąż pamiętam jak nauczyciel mówił, że oceny o niczym nie świadczą…(przepraszam za niedokończony komentarz, ale komentowanie na telefonie to piekło..)

    Liked by 1 person

  2. Troche mnie bolą te teksty pokazujące, że ludzie z przeciętnymi ocenami w szkole osiągają więcej w prawdziwym życiu. Bo ej, wiedza MOŻE przekładać się na oceny. Nie musi. Polski? Nie wiem. Udaję, że wiem. Nie czytam lektur, po prostu umiem myśleć i składać do kupy strzępki informacji wyniesione z lekcji. Mam piątkę. Matematyka? Logiczne myślenie bardziej, niż faktyczne liczenie i zakuwanie wzorów. Fakt, zapominam DUŻO z tych rzeczy, których się nauczę, ale też nie siedzę na dupie i nie robie nic poza kuciem po nocach. Wolę pisac bloga. Mam po prostu cholerny talent do zapamiętywania materiału z lekcji, szybko przyswajam wiedzę. Cholernie szybko. Mam farta. I boli mnie trochę, gdy koleś, który nie robi ze sobą absolutnie nic, mający same dwójki od góry do dołu wyśmiewa mnie i mówi, że on i tak zajdzie dalej, bo “nie uczy się pod klucz”. Ja wiem, że wszystkie te moje świadectwa z paskiem moge o kant dupy potłuc, że pracodawcy nie bedzie obchodziło, czxy miałam stypendium naukowe w szkole średniej, czy nie, ale to jest umniejszanie wartości mojej, bądź co bądź, ciężkiej pracy.

    Liked by 1 person

    • Okej, ja też nie jestem totalnym tłukiem, bo oprócz trzech przedmiotów, które oblałam, było jeszcze siedem innych, z których dostałam oceny A-C (6-4 na polski system). Chodzi mi w tym tekście bardziej o takich kujonów-kujonów, którzy nic, tylko ryją po nocach i nie mają żadnych zainteresowań, życia poza książkami i zeszytami, którzy dochrapią się najwyżej stanowiska w korpo za 2200 miesięcznie, bo nie umieją myśleć abstrakcyjnie. Wszystko pod klucz! A tacy ludzie jak ty, czy ja, którzy potrafią skleić randomowe strzępki informacji w jakąś sensowną całość – właśnie tacy ludzie osiągają dużo. Jest z drugiej strony też kwestia przekazania informacji, bo czasami wiem, co chcę powiedzieć, ale nie wiem jak i też z tego mogą się brać oceny mierne. Jeśli chodzi o tego idiotę, który twierdzi, że dojdzie wyżej, bo ma dwóję, to niech sobie gdyba. Tak, jak mówię, życie go zweryfikuje.

      Like

      • No bo tak się mówi, i to się w wielu przypadkach sprawdza, że dzieciaki z niższymi ocenami zachodzą dalej. Ale te niższe oceny mają przez to, że nie myślą szablonowo, a nie przez to, że są debilami. ale potem każdy debil myśli, że to właśnie o niego chodziło w stwierdzeniu: “ludzie z niżaszymi stopniami osiągają więcej”.

        Like

      • Z drugiej strony, jeżeli taki debil robi coś poza szkołą, czymś się interesuje, to kto wie. Ale jeżeli nie robi nic poza piciem browara pod sklepem albo na osiedlowej ławeczce, to czarno to widzę.

        Liked by 1 person

  3. Niestety, obecny system edukacyjny promuje powtarzaczy, czyli tych, którzy będą świetnymi pracownikami systemowymi. Jakikolwiek system nie potrzebuje geniuszy, a kukułki (nie pytaj „dlaczego”, tylko się podporządkuj do roboty na taśmie – nawet w środowiskach akademickich – plus odtwarzaj podane formułki i wierz, że podane informacje są jedynymi istniejącymi na świecie). Fakt, że wkuwanie tobie nie leżało udowadnia, że nie jesteś osobą skorą do bezmyślnego dukania wyuczonych formułek, czyli należysz do jednostek bardziej niezależnych. Zawsze powtarzałem mojemu synowi: idziesz do budy po to, aby nauczyć się uczyć, a nie po to, aby wszystko zapamiętać. Oceny nie były ważne ale zorientowanie się, co chciał w życiu robić.

    System edukacyjny jest przestarzały, irytujący.

    Liked by 1 person

    • Jest też kwestia tego, że moja mama, jaka by nie była, często że mną “siedziała” i uczyła mnie czytać, pisać, liczyć, rysować, kupowała mi też różne encyklopedie i gry edukacyjne, co sama chłonęłam, jak gąbka i w efekcie w wieku 4 lat umiałam to, czego uczą się dzieci w zerówkach czy pierwszych klasach. Przynajmniej pod względem kreatywności i przedmiotów ścisłych, bo z polskim byłam i do tej pory jestem na bakier. Przyznaję, ale przynajmniej nie zasłaniam się dysleksją! Przez to po prostu nudziłam na lekcjach i nauczycielka nie wiedziała, co ze mną zrobić, a inne dzieciaki mi dokuczały, bo byłam z tego powodu “dziwna”. Z powodu tego, że próbowano mnie wcisnąć w jakiś kanon, tymczasowo stępiałam. Dosłownie i w przenośni, przynajmniej według nauczycieli (“taka była mądra w pierwszych klasach, a teraz co?”, kiedy przez pewien czas leciałam na miernych). Rodzice specjalnie mnie nie cisnęli żeby mieć “pasek”, ale ile się nasłuchałam, gdy miałam trzy zagrożenia i omal nie nie zdałam w Polsce! Matka też mi do tej pory czasami wypomina, że oblałam trzy przedmioty w angielskiej szkole (Nie zdałam ich, bo nie chciałam. Uznałam je za niepotrzebne. Kursy informatyczne mogę zrobić zawsze i do tego w miesiąc na takim kursie nauczę się więcej niż w rok w szkole). Mogę odesłać do innego wpisu, w którym nieco emocjonalnie krytykuję polskie szkolnictwo, jeśli pan zechce.

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s