Sport wyczynowy z pierwszej ręki

Kto z was nie chciał kiedyś zostać zawodowym sportowcem? Pewnie wiele osób miało takie marzenie. Miałam okazję je w pewnym sensie spełnić, ale szybko się z tego “wyleczyłam”.

Co? Gdzie? Jak? ONA zawodowym sportowcem? W życiu!

Pewnie dziwią się ludzie z mojego miasta, którzy mnie pamiętają jako tłustą kluskę na bakier z WFem. Wiecie… Jak się nie gnoi kogoś za słabą znajomość zasad koszykówki, to ten ktoś będzie ćwiczył… Ale miałam mówić o czymś innym.

Otóż, pewnie wspominałam kiedyś, że uprawiałam kickboxing, prawda? Jeździłam na zawody, a treningi były dla mnie oczywiste jak umycie zębów przed pójściem spać. Jakoś szczególnie dobra nie byłam, ale na moje kopnięcie prawe boczne wołali “kościołamacz”. Po około trzech latach treningów dostałam szansę pojechania na Irish Open, drugi największy turniej sportów walki na świecie i wtedy się zaczęło ciśnienie.

Cztery razy w tygodniu zamieniły się w siedem razy w tygodniu, a trener wymyślał coraz to bardziej wymyślne ćwiczenia, by uprzykrzyć drużynie życie. “Koledzy” też nie pomagali, a ja jestem typem człowieka, że im bardziej mnie ciśniesz, to otrzymujesz odwrotny skutek od zamierzonego. Najlepsze jest to, że wszyscy doskonale o tym wiedzieli. Tym sposobem trener sprawił, że zamiast mnie zmotywować, pewnego pięknego dnia powiedziałam mu prosto w twarz i na głos tak, żeby wszyscy na sali słyszeli zwyczajne “pierdol się”, wyszłam z sali i nie wróciłam więcej na trening, tylko po zwrot wpisowego na zawody. Cały klub mnie pewnie teraz nienawidzi, ale z drugiej strony nie tylko ja wywinęłam “taki numer”.

Jakiś czas później, mój znajomy z drużyny, nazwijmy go JB, i bynajmniej nie mam na myśli Justina Biebera, też rzucił kickboxing. Przynajmniej w tym klubie. Dlaczego? Z relacji mojej koleżanki, chciał się dogadać z trenerem, by mniej trenował, ale mimo to jechał na wrześniowe zawody. Nie jest leniwy, wręcz to ostatnia rzecz jaką można o nim powiedzieć, ale miał dobry powód – egzaminy, aplikacja na studia, praca i cały ten młyn (ja też to mam, ale dobra, ulubieniec trenera zawsze naj). Trener ponoć powiedział, że nie i jakieś farmazony wygadywał o motywacji itd. Chłopak się wkurzył, podobno padły mocne słowa z obu stron, wziął sprzęt, wyszedł z sali i też nie wrócił. Nie przepadam za typem, ale mimo wszystko go w jakiś sposób szanuję. Nawet, jeśli się do tego nie przyznaję, to życzę mu powodzenia na prawie…. Będzie mu potrzebne.

Poza tym, jak tak rozmawiałam z koleżanką na temat kickboxingu, która nadal trenuje, to podobno ostatnio wszystkie osoby w wieku 16-19 lat pomału się wykruszają. Najpierw byłam ja, a później niemal lawinowo ludzie rezygnowali. Ale dziwicie się? Ludzie w tym wieku zaczynają podejmować poważne decyzje o swojej przyszłości, pewnie się tym stresują, a trener jeszcze dokłada. Stary AB przelewa swoje chore ambicje na innych, to później nie dziwota, że drużyna się sypie.

A wy? Mieliście okazję ku zostaniu złotym medalistą w jakimś sporcie, ale okazało się, że nie jest tak różowo?

Advertisements

8 thoughts on “Sport wyczynowy z pierwszej ręki

  1. Ja takich sportów nie trenowałam, ale jestem identycznym typem jak Ty. Ktoś mnie ciśnie, ja odwracam się na pięcie. Ktoś mi będzie truł o czymś, co mam zrobić, to tak długo tego nie zrobię, póki będzie mi truł 😉

    Liked by 1 person

  2. Ja uprawiam saneczkarstwo wyczynowe 🙂 chyba wiesz co to ? nie wiem czy w Angli jest to popularne, bo w Polsce mało, a jak mówię że byłem na sankach (w maju) (sankorolki) to patrzą się na mnie krzywo xd,

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s