Changes…

Wzięło mnie na refleksje. Zmiany, wszędzie zmiany! Moje krótkie życie przez ostatnie sześć lat było jedną, wielką rewolucją. Ale od początku…

Pomyślmy, gdy byłam mała, byłam klasową ofiarą. Nosiłam okulary, lubiłam się uczyć sama dla siebie, nie do testów, miałam inne zainteresowania, bałam się robaków… Byłam “dziwna”. Dzieciaki dokuczały, nauczyciele zresztą nie pomagali. Byłam zestresowana do tego stopnia, że zaczęłam jeść kompulsywnie w wieku dziesięciu lat i zamiast wychodzić na podwórko wolałam grać w gry w domu. Bo po co się integrować, skoro jesteś “dziwadłem”? W związku z jedzeniem zaczęłam tyć. Mając jedenaście lat ważyłam 65 kilo i jeszcze bardziej mi dokuczali. Przyszedł okres dorastania. Miałam największe cycki w klasie i kolejny powód do kpin. W pewnym momencie zaczęłam się ciąć i, a jakże, nikt mi nie pomógł, bo po co pomagać “dziwadłu”? Miewałam myśli samobójcze w wieku dwunastu lat. Czujecie? Do jakiego stanu trzeba doprowadzić dziecko, żeby zaczęło mieć takie myśli!

Przyszło gimnazjum, niedawno po tym, jak zaczął się rok szkolny, moja mama pojechała do Anglii po rozwodzie z moim ojcem. Ja zostałam u ciotki, która też ma niezbyt równo pod kopułą, a wówczas dziewięcioletni kuzyn wywoływał u mnie napady agresji swoim zachowaniem. Po kilku telefonach do mamy, w końcu też pojechałam w listopadzie 2009. Przez pierwsze dwa-trzy lata co chwila się przeprowadzałyśmy. Niby wyłącznie w dystansie do 30 minut spacerem do mojej szkoły, ale pięć przeprowadzek w ciągu trzech lat, to trochę za dużo dla i tak rozchwianej emocjonalnie dziewczyny w wieku gimnazjalnym.

Szkoła? Pierwszy rok mało co się odzywałam, bo mimo jako takiej znajomości języka ciężko się dogadać. Inaczej jest, gdy nauczyciel w szkole mówi do ciebie po angielsku z polskim akcentem, a co innego rozmawiać z Anglikiem z dziada-pradziada. Albo Szkotem. Szkoci mają ciężki akcent…

Do tej pory pamiętam, jak na lekcji religioznawstwa (zamiast religii) w dziewiątej klasie (u nas druga gimnazjum) nauczyciel mnie zapytał, co sądzę na jakiś temat. Już niestety nie pamiętam, co to było konkretnie, ale pamiętam, że cytowałam podręcznik. Wtedy mi przerwał i powiedział, że nie obchodzi go, co mówi podręcznik, ale co ja o tym sądzę. Szczerze? Byłam w szoku! W końcu kogoś obchodziła moja opinia!

Wtedy się zaczął rollercoaster, jaki sprawiłam nauczycielom, zwłaszcza tym od angielskiego i religioznawstwa! Dlaczego? W Anglii jako tako uczą cię myśleć SAMODZIELNIE! A kiedy ja zaczęłam samodzielnie myśleć, to potrafiłam zagonić nawet nauczyciela w kozi róg. Innymi słowy, stworzyli potwora z niewyparzonym językiem, do tego na własne życzenie. Przeżuciło się to też na sferę prywatną. Może jeszcze nie w szkole, ale obecnie na pewno. Potrafię się wysłowić, nie jąkam się, potrafię zrobić prezentację przed klasą w college bez większego stresu i umiem też się odgryźć, gdy trzeba. Jaka z tego kożyść? Po prostu radzę sobie w życiu i nie boję się ludzi. Krytyki z resztą też. W końcu założyłam bloga.

Taka zarozumiała, to pewnie oblała szkołę! Otóż, zaskoczę was, nie. Kiedy nadszedł okres przygotowawczy do GCSE (taka jakby matura), nie chciałam się uczyć, chybaże miałam kłopot z jakimś tematem. Szlag z tego powodu nauczycieli trafiał! Podchodziłam do tego olewczo, łagodnie mówiąc. Straszyli, że nie zdam, nie dostanę pracy, nie pójdę na studia. Całą tą litanię mi cały rok ostatniej klasy wykładali dzień w dzień, a ja dalej robiłam wszystko po swojemu. Uparta, jak ten osioł. Zdałam wszystko na 6-4 i teraz jestem w trakcie wypełnienia papierów na studia. Oficjalnie już się dostałam, ale pewnie każdy student wie, że po dostaniu się na wymarzoną uczelnię, jest jeszcze milion papierków do wypełnienia. Przynajmniej w Anglii, bo w Polsce nie aplikowałam. Jaki z tego morał? Nie trzeba kuć, by zdać! Zwłaszcza, że większość zadań wymaga lania wody albo zwyczajnej logiki. Chybaże mówimy o terminologii, wtedy zaczynają się schody. Praca? Narazie raz w tygodniu lub kiedy mam wolne, ale dla studenta zawsze coś.

Jak wspomniałam wczesniej, obecnie znam swoją wartość, próbuję różnych rzeczy w życiu i po prostu żyję, w miarę możliwości, po swojemu. Czy obieram dobrą drogę, czas pokaże. Patrząc wstecz na siebie z Polski, a siebie obecnie, to gdyby nie wyjazd, pewnie prędzej czy później bym była jedną z tych nastolatków w wiadomościach, którzy nie wytrzymali i się zabili przez szkolny terror albo jedną z tych zakompleksionych kobiet w programie Mai Sablewkiej.

Jeszcze nie wiem, co chcę robić po studiach, ale jedno wiem na pewno – na kasie w supermarkecie mnie nie zobaczycie! Może będę trenerką znanej drużyny piłkarskiej? Może będę żyć z organizowania koncertów muzycznych? Może dorobię się na neruchomościach? Tak, jak mówię, czas pokaże. Tymczasem będę po prostu marzyć o różnych scenariuszach i robić swoje, a zawistni niech się szczypią, że brak im odwagi.

Jeżeli podobają ci się moje wpisy, polub mój fanpage, a będziesz dostawać powiadomienia o kolejnych wpisach

Advertisements

5 thoughts on “Changes…

  1. Tego mi brakuje w polskim systemie. Odejścia od szablonowego myślenia, przestania ograniczania kreatywności młodych ludzi i pisania egzaminów “pod klucz”. Cieszę się, że w UK jest inaczej i dzięki temu, taka wielka zmiana nastąpiła w Twoim życiu. Szczęścia, realizacji i pewności siebie w osiąganiu sukcesu ;)!

    Liked by 1 person

  2. Przechodziłam coś podobnego jak Ty tylko kilka lat później, miałam też naście lat, moje inne postrzeganie świata było wiecznie niezrozumiane i ciężko mi było znaleźć jakąś bratnią duszę, a w szkole, w liceum, nie nauczyłam się kompletnie niczego poza recytowaniem na pamięć poszczególnych fragmentów podręcznika. Nawet z matmy uczyłam się zadań na pamięć, bo zajęcia polegały na tym, że matematyczka rozwiązywała przykłady na tablicy jeden za drugim, kompletnie nie tłumacząc co i dlaczego. W końcu stwierdziłam, że na czas szkoły średniej zakoleguję się z tymi super popularnymi dziewczynami, którym tylko imprezy w głowie. Kurczę, niczego tak w życiu nie żałuję jak straty czasu na myślenie jak tu się wkręcić na tą czy na tamtą domówkę (zresztą z marnym skutkiem). Może gdyby nauczyciele traktowali uczniów bardziej indywidualnie, to młodzi ludzie nie zatracaliby swoich charakterów i nie stawali się tępą, łatwą do sterowania masą. Myślę, że edukacja w Polsce potrzebuje ogromnych reform, tylko, że wszyscy o tym mówią, a nikt nie robi nic w tym kierunku. Dobrych nauczycieli, takich z powołaniem, można szukać ze świecą. Mam wrażenie, że 90% ludzi, którzy uczą w szkołach średnich czy gimnazjach to przypadkowe osoby wzięte z ulicy, bez odpowiedniego przygotowania psychologicznego i merytorycznego. Strasznie to smutne, cieszę się, że mam to już za sobą, bo mam wrażenie, że sytuacja zamiast się polepszać – jest coraz cięższa.

    Liked by 1 person

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s