Szkoła

Moją traumą. Do tej pory miewam ataki paniki, gdy widzę nastolatka w mundurku!

Dlaczego o szkole? Hmm… Skończyłam ją całkiem niedawno, więc mam prawo mówić o tym wytworze szatana i zmieszać ten wytwór z błotem.

Denerwuje mnie, kiedy ludzie z pokolenia moich rodziców czy nawet dziadków wzdychają i mówią jak to fajnie w szkole nie było i jak będę za tym tęsknić, kiedy dorosnę. Hmm… Mam 18 lat, więc w świetle prawa wielu krajów europejskich jestem już dorosła i mogę już się wypowiadać z tej perspektywy. A jaka będzie moja wypowiedź? Pełna krytyki, z którą wiele osób, jak i młodych ludzi obecnie uczęszczających do szkoły, pewnie się zgodzi. Żeby był porządek, zorganizuję moją wypowiedź w punktach, jak pani od polskiego przekazała.

1. Lekcje
Dobrze pamiętam, jak w Polsce było czytanie podręcznika i ot, cała lekcja. A potem się wszyscy dziwią, że uczniowie zamiast się uczyć, wolą gadać na lekcji. W ogóle, co to za totalitaryzm, żeby uczeń sobie nie mógł pogadać z kolegą z ławki, robiąc zadanie? W Anglii jakoś gadają na lekcji i nic się nie dzieje, nawet otrzymują lepsze wyniki. Dziwne, co? Ale żeby nie było zbyt kolorowo, również lekcjom w Anglii coś zarzucę. Mianowicie, ta cholerna poprawność polityczna. Jeżeli w swoją wypowiedź wpleciesz coś wyjątkowo niepoprawnego, żeby po prostu miało mocniejszy wydźwięk, a moi znajomi wiedzą, że lubię swoją wypowiedzią “dać w ryj”, to możesz nawet zostać wyrzucony ze szkoły, zwłaszcza, jeśli jesteś biały. Czarnym nic specjalnie nie robią i tutaj nasuwa się słowo…

2. Dyskryminacja
Tak w Kraju nad Wisłą, jak i w Kraju Elżbiety II. Ze względu na wygląd, ubiór, gust muzyczny, zainteresowania, ilość kasy, a raczej jej brak, poglądy itp. Jeśli odstajesz od reszty, zaraz się znajdzie jakiś wielki dresiarz albo “gwiazda” klasowa, którego czy której się wszyscy boją, a z ciebie zrobi sobie szmatę do wycierania gęby o tępym wyrazie. Pełno było takich szmaciarzy w moim otoczeniu, co obecnie piją, żyją od weekendu do weekendu, pewnie ćpają, siedzą na odwyku, albo oglądają niebo w kratkę. Zarówno w Polsce, jak i UK. Wiecie co? Według mnie, to tacy ludzie mają po prostu niskie mniemanie o sobie i ubogie zainteresowania, więc znajdują sobie hobby dręczenia słabszych. Czy uważam się za lepszą od nich? Szczerze mówiąc – zdecydowanie tak. Dlaczego? To już temat na inny wpis.

3. Nauczyciele sami w sobie, ich zachowanie i postawa “nic nie widziałem, to problemu nie ma”.
JAK MNIE TO WKURZAŁO! Żeby nie być gołosłowną, przytoczę sytuację, którą pamiętam, jakby to było wczoraj. Bodajże czwarta klasa, miałam w klasie takiego kozaka. Nazwijmy go Janek. Bananowy dzieciak, starzy hajsu jak lodu mieli, to uwziął się na mnie, a u mnie w domu się nie przelewało, co było widać, niestety. Wyzywał od pasztetów, frajerek, konfidentów, podcinał nogi na korytarzu, szturchał itp. Kiedy zgłaszałam kolejno nauczycielce, wychowawczyni, pedagog, nawet dyrektorce, że mnie terroryzuje, to pogadali i problemu nie ma. A kiedy ja w końcu go zdzieliłam książką w twardej okładce przez łeb, to od razu wychowawczyni i pedagog na rozmowę! Nie zapomnę słów mojej ówczesnej wychowawczyni, że “gdyby mnie trafił, to byłaby ze mnie mokra plama”. Serio kurwa? A miało być bez wulgaryzmów… Wracając do tematu, to to ma być “Szkoła bez przemocy” tak bardzo chlubiąca się braniem udziału w tej akcji? Albo kiedy po czterech latach upokorzeń ze strony pewnego murzynka Bambo powiedziałam “pierdol się czarnuchu”, to od razu zawiasy w prawach ucznia na dwa tygodnie, a gdy on mnie od ruskich dziwek wyzywał, to nie było problemu…
Albo postawa, że “mój przedmiot jest najważniejszy” i tak każdy belfer wszystkich 13 przedmiotów (dobrze pamiętam?), z każdego po dziesięć zadań domowych na wczoraj. Przynajmniej w Polsce. I tutaj zaczynam punkt czwarty…

4. Zadania domowe
Jakby siedem godzin w ławce nie wystarczało! Rozumiem, jeżeli dzieciak ma trudności z jakimś przedmiotem, ale po dwa wypracowania, nauczyć się 20 słowek w dwóch językach, całą tablicę Mendelejewa i skład trzech rodzajów gleb na pamięć na następny dzień? Ludzie, też chcemy mieć coś z dzieciństwa/młodości! Przynajmniej w Anglii tyle nie zadają i raczej fakultatywnie, bo i tak wszystko wychodzi na egzaminach… A na egzaminach miałam A-C (po polsku, to 6-4), więc jestem idealnym przykładem, że odrobione zadanie domowe i “kucie” nie świadczy o zdolnościach i poziomie zdobytej wiedzy zwłaszcza, że byłam z “zad. dom.” i zakuwaniem na bakier . Żeby znów nie być gołosłowną, to dziewczyna z mojego rocznika w Anglii, która uchodziła za dobrą uczennicę, oblała wszystko z góry na dół. W Anglii “oblać”, znaczy dostać D (3) i niżej.

5. To słynne “nic nie osiągniesz z takimi ocenami”
Serio? Dalej tak straszą niegrzecze dzieci? Jeżeli masz pomysł na siebie, to nawet bez edukacji, która obecnie sprowadza się do prawidłowego napisania testów i papierka, dasz sobie radę, a jeśli pojedziesz za granicę, to tym bardziej. Kojarzycie Billa Gates’a? No właśnie. Mi też tak w Polsce mówili, w Anglii z resztą też i cóż to…? Zagrałam wszystkim na nosie! Przynajmniej jeśli o oceny chodzi, a czy coś osiągnę, czas pokaże. Nigdy nie wiadomo czy byćmoże za dziesięć lat nie będę tutaj narzekać na pracę w korporacji i dać hejterom powód do powiedzenia “a nie mówiłem?”, albo wylegiwać się na plaży na Hawajach z kuzynkami na babskich wakacjach, pisząc wpis o tym, jak jest zajebiście i jak mi się fajnie życie ułożyło, wywołując u tych samych hejterów torsje.

6. Program równy dla wszystkich
Kolejny absurd. Pamiętam, jak w klasie “zerowej” i pierwszej najzwyczajniej w świecie nudziłam się na lekcji, bo byłam z większością materiału do przodu. W jaki sposób? Podczas, gdy nauczycielka uczyła resztę klasy literek, cyferek, podstawowej matematyki i kształtów, ja przerabiałam to już w domu z mamą, kiedy miałam już trzy, może cztery lata, a gdy nauczyłam się czytać, siedziałam w pokoju z encyklopedią anatomii ludzkiej dla dzieci albo “Światem wiedzy” na kolanach. Z tego, co mówi moja rodzicielka, to “miałam świra na punkcie literek i cyferek” jeszcze zanim dobrze zaczęłam mówić. Nauczycielka w zerówce oczywiście musiała to zmieszać z błotem, a ja najzwyczajniej w świecie byłam bardzo ciekawa świata i do tej pory jestem.

7. Kto to w ogóle wymyślił…
…by do jednej klasy na jedno zdolne dziecko było co najmniej pięciu kretynów, którzy wolą brylować i zostać klasowymi klaunami zamiast nauczyć się czegoś ciekawego? W efekcie często również zdolny dzieciak tymczasowo lub permanentnie kretynieje, ale o to chodzi rządowi, prawda? Idiotami łatwiej sterować. Jednakże według mnie i tak powinna być jakaś selekcja, by dzieciaki zdolne dać do jednej klasy i tam dać im wyższy poziom i realizować go na luzie, przeciętne do drugiej i tam ich uczyć literek, cyferek itd., a potencjalnych idiotów, którzy nie usiedzą w miejscu i po prostu nie chcą się uczyć, odsyłać z kwitkiem. Kiedyś plebs się nie edukował, tylko rył w polu i jakoś nikt nie narzekał. Dlaczego tak sądzę? Bo dużo zdolnych młodych ludzi jest najzwyczajniej w świecie gnojonych przez wyżej wymienionych przedstawicieli plebsu. Sama takich znam, i zwykle ci zdolni w jakiejś dziedzinie po osiągnięciu względnej dorosłości kończą na terapii albo jadą na psychotropach z problemami ze samymi sobą, bo w szkole nie dali im żyć przez to, że się czymś interesowali albo byli “dziwni”.

Jeszcze coś, powodzenia dla tegorocznych maturzystów! Połamania pióra i dobrych wyników!

Jeżeli podobają Ci się moje wpisy, wejdź na mój fanpage i kliknij ” lubię to!”, a będziesz dostawać powiadomienia o nowych wpisach

Advertisements

6 thoughts on “Szkoła

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s